Jesienne lampiony

Za oknami jesień – ta prawdziwa.  Nie tylko kartka w kalendarzu, ale realne liście, deszcz i kałuże. I mimo, że kreska na termometrze grubo ponad zerem to na dworze (w wersji krakowskiej – polu 🙂 ) dzieci …jak na lekarstwo. Parki i place zabaw świecą pustkami, a przecież powinno być inaczej.  Bo hartowanie to najlepszy trening dla układu odpornościowego, który będzie musiał się zmierzyć z całą masą wrogów w nadchodzącym sezonie jesienno-zimowym. Takie ćwiczenie systemu immunologicznego polega właśnie na wystawianiu organizmu na działanie różnych bodźców – słońca, wody czy zimna. Chłodne powietrze poprawia krążenie, a to polepsza dotlenienie wszystkich tkanek. Pomijając wszystkie te medyczne argumenty, to przede wszystkim świetna zabawa! Jeśli daliście się już wyciągnąć z fotela to czeka na Was odwieczny dylemat. W co ubrać dziecko?! I tutaj znowu włącza się nam syndrom matki/ojca wszechwiedzącego, który jako jedyny wie kiedy dziecku jest ciepło. Raczej puszczamy mimo uszu zapewnienia małolata, który z wypiekami na twarzy oznajmia nam, że ta puchowa kurtka to jednak trochę za gruba.

Ja marznę – to Ty też.

Ale mi zimno w uszy –  nałóż jeszcze czapkę.

Takie dialogi toczą się zapewne w zmarzniętych głowach rodziców, którzy z każdą minutą nakładają na swoje dzieci kolejne warstwy ubrań. A przecież zapominamy o bardzo istotnej różnicy, która dzieli rodzicieli i potomków – małolaty się ruszają. I to sporo! Nasza aktywność fizyczna ogranicza się (co najwyżej) do ruchów przesuwnych kciuka, kiedy monitorujemy w telefonie zawartość aplikacji z niebieskim tłem. Maluch w tym czasie zdąży wejść na drabinkę, stracić równowagę na ławce, bohatersko uniknąć bolesnego zderzenia twarz – beton, a to wszystko w towarzystwie dzikiego okrzyku naprzemiennie z odgłosem rozchlapywanej wody. Uff, można się zmęczyć.

kalosze

Dlatego przy „mierzeniu” temperatury dziecka na dworze sprawdzajmy jego kark. Zimne raczki jeszcze o niczym nie świadczą. Przecież te łapki, wykorzystując naszą nieuwagę, mogły chwile temu zanurkować w kałuży, albo wygrzebywać zapomniane skarby z piaskownicy. Przegrzany pod warstwą puchu maluch intensywnie się poci i wbrew pozorom łatwiej złapie katar niż jego „zimno chowany” kolega.

Skoro już wiecie dlaczego w i czym warto wychodzić – dajcie się namówić jeszcze na wspólne zbieranie liści i samodzielnie wykonajcie swój jesienny lampion!

Jesienne lampiony

Potrzebujecie: kilku słoików (bez etykiet), kleju magic w tubce, świeczek (tealighty) i oczywiście liści.

Wystarczy słoik obficie wysmarować klejem, przyłożyć liście i gotowe!

Efekt jest naprawdę kojąco piękny, a wyraz twarzy małolata  dumnego z  własnoręcznie wykonanego lampionu – nie do podrobienia 🙂

lampiony

Pamiętajcie, że słoik szybko się nagrzewa. Lepiej, żeby małe łapki zachowywały bezpieczną odległość :)